Okultyzm, kabała, alchemia itp.

Powyższe interesują mnie tylko w takim zakresie, w jakim motywują działają wymyślonych przeze mnie postaci. Wśród wielkich naukowców zdarzali się chrześcijanie, którzy mieli nader interesujące zapatrywania na kwestie religijne - weźmy, na przykład, sir Isaaca Newtona z jego unitarianizmem, monadologię Leibniza czy latitudinarianizm, które wpłynęło na poglądy Johna Locke'a, jak również na stosunek lorda Kelvina do nauki.

Latitudinarianie twierdzą, że człowiek nie jest ani dość mądry, ani wystarczająco dobrze poinformowany, aby tworzyć systemy teologiczne oparte na idei absolutu i formułować dogmaty religijne. Ten pogląd - co zrozumiałe - brzmi niezwykle atrakcyjnie dla naukowców, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie wszystko jeszcze wiemy i rozumiemy. Z tego powodu z całkiem naturalną podejrzliwością traktują proroków i teologów, którzy twierdzą, że mają wszystko rozpracowane. Przynajmniej ja rozumuję właśnie w ten sposób, kiedy myślę o religii.